Łączna liczba wyświetleń

piątek, 6 lipca 2012

Oddanie Bogu


Wierzę, że pragnienie całkowitego oddania Bogu jest możliwe w każdym stanie życia i na każdej obranej drodze (zakonnej, kapłańskiej, małżeńskiej, bezżennej). Oddanie całkowite można realizować poprzez miłowanie w życiu codziennym każdego bliźniego − miłością Chrystusową.
Pan Bóg szanuje nasze wybory. Wspiera, gdy poszukujemy. Jest z nami zawsze i miłuje w każdym czasie. Rozumie nasze rozterki. Rozumie etapy życia, które przechodzimy i procesy dojrzewania.
Nawet to, co teraz jest bolesne, kiedyś być może odczytamy jako błogosławione doświadczenie, ubogacenie i łaskę (felix culpa).
W sercu zawsze można być miłującą matką, ojcem…, miłującą karmelitanką, salezjaninem…, miłującą nauczycielką, inżynierem... Liczy się postawa serca i intencja czynu. Liczy się przede wszystkim miłość. To, co zewnętrzne, nie jest aż tak istotne. Innymi słowy, w każdej minucie, w której pragniemy żyć z wiarą i miłością w Bogu otwierając na Niego serce, to oddanie dokonuje się duchowo w duszy, choć zewnętrznie wszystko może być zwyczajne i naturalne.
Każdy może być piękny duchowo poprzez miłość w jakimkolwiek stanie życia, modląc się: Panie Boże, bądź wola Twoja. Chcę być promieniem Twojej miłości.


Pozdrawiam, Marta.

czwartek, 5 lipca 2012

Ewangeliczne paradoksy - cz.2.


Jezus powiedział do swoich uczniów: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam (J 14,27). Cytat ten zdaje się „kłócić” z inną perykopą: Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. (…) Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej (Łk 12,49.51−53).
W zdaniu z Ewangelii wg św. Jana: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam (J 14,27) „pokojem” są słowa Jezusa, który kieruje myśli słuchaczy na Ducha Świętego, jako głównego Pocieszyciela (J 14,26) − wspierającego ludzi zwłaszcza po Jego śmierci i Zmartwychwstaniu. W komentarzu do najnowszego wydania Biblii jest napisane: Uczniowie znają Ducha, bo Duchem są słowa Jezusa[1]. Uzupełnieniem jest cytat: Duch daje życie. (…) Słowa, które ja wam powiedziałem, są duchem i życiem (J 6,63).
Kiedy Jezus mówił: Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12,49) miał na myśli owego ożywiającego Ducha, rozpalającego serca do Bożego miłowania. Jezus pragnie, aby ogień miłości już zapłonął. Tym samym czeka „z niecierpliwością” na zbawienia świata. W tym wypadku obraz ognia to zapowiedź Pięćdziesiątnicy oraz symbol Bożej miłości (nie zaś kary czy gniewu Bożego).[2]
         Dalsza część perykopy z Ewangelii wg św. Łukasza: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu … (Łk 12,51n) potwierdza przysłowia: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie (Łk 4,24); Wrogami człowieka są jego domownicy (Mi 7,6). Innymi słowy do zbawienia (pokoju i oblubieńczej jedności z Bogiem) potrzeba bratniej, wzajemnej miłości w Duchu Świętym, na wzór Jezusa miłującego słowem i czynem każdego człowieka.


Pozdrawiam, Marta.



[1] Dolny komentarz [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem, oprac. Zespół Biblistów Polskich, Wydaw. Św. Paweł, Wrocław 2008, s. 2370.
[2] Zob. dolny komentarz [w:] tamże, s. 2295.

środa, 4 lipca 2012

Ewangeliczne paradoksy - cz.1.


Dobra i radosna Nowina o zbawieniu niejako „kłóci się” ze zdaniem: Błogosławieni [szczęśliwi], którzy się smucą (Mt 5,4). Trudno przyjąć, by smutek mógł być w centrum duchowości chrześcijańskiej. W zacytowanym zdaniu jest jednak pocieszający końcowy wydźwięk: albowiem oni będą pocieszeni, sugerujący przemianę smutku w radość. Dopełnieniem owej myśli są inne cytaty biblijne, jak choćby te: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,28); Niech się weseli serce szukających Pana! (1 Krn 16,10; Ps 105,3); A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się (Łk 15,32); Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (J 15,10−11); Cieszcie się sprawiedliwi i weselcie w Panu… (Ps 32,11); Niech się radują i weselą w Tobie wszyscy… (Ps 40,17).
Innym paradoksem jest zdanie: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem (Łk 14,26), które „kłóci się” z perykopami:  Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mt 5,44); Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mk 12,31); Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem (J 13,34). Dlaczego „nienawiść” jest zestawiona z miłością? W powyższym cytacie z Ewangelii wg św. Łukasza: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści… (Łk 14,26) chodzi o wolność i całkowite oddanie serca Bogu, ale nie w kim innym, tylko… w drugim człowieku. Kolejne trzy cytaty to potwierdzają. Tym samym Jezus zachęcał do oblubieńczej jedności z Bogiem wskazując, prawdziwa miłość nie ogranicza się tylko do nas samych czy przyjaciół, ale obejmuje też tych, którzy sprawiają nam przykrość, ranią, są nam nieprzychylni lub wrogo nastawieni. 

Pozdrawiam, Marta.

wtorek, 3 lipca 2012

Cierpienie wewnętrzne


Cierpienia są różne. Najboleśniejsze to doświadczenie krzyża, obojętności, duchowej nocy. Doświadczenie wewnętrznego cierpienia nie jest karą Bożą. Często to naturalny stan dojrzewania wewnętrznego, który przemija. Największe cierpienie duszy to życie bez miłości. Swoiste „piekło” i wielkie cierpienie wewnętrzne to stan duszy zamkniętej na miłość i oddalonej od źródła miłości.

Kto doświadcza cierpienia jest bardzo blisko cierpiącego Chrystusa, choć może nie odczuwać tej bliskości. To trudny stopień duchowości. Nie każdy go rozpoznaje i nie każdy go przyjmuje jako szansę miłowania poprzez cierpienie.

Brak uczuć i pragnień duchowych to „pustynia” duszy. Można ją przejść ofiarując swe cierpienie w czyjejś intencji. Nie musi być przy tym żadnych uczuć. Nawet w stanie obojętności można bowiem oddać wszystko Ukrzyżowanemu w intencji drugiego człowieka. Ten akt ofiarowania będzie już wyrazem miłości wbrew wszystkiemu. Może też stanowić zalążek pocieszenia dla cierpiącej duszy.

Bóg nikogo nie zmusza do miłości i nie potępia za jej brak. Podobnie Jezus nie wymagał miłości. On zapraszał do miłowania, mimo cierpienia jakie niesie życie. Miłowanie to droga. Obliczem miłowania Boga jest przede wszystkim miłowanie bliźniego. Jezus w najdoskonalszy sposób pokazał jak przejść przez życie miłując i dobrze czyniąc. Wskazał drogę do szczęścia – drogę miłowania pomimo cierpienia. Sensem życia człowieka jest bowiem miłość. Dla Jezusa cierpienie było „okazją”, by miłować. Miłowanie w trudnościach odwraca naszą uwagę od samego cierpienia i nas samych – cierpiących.

Cierpienie nie jest wyrazem kary Bożej. Stwórca nikogo nie karze, nawet jeśli przez dar wolnej woli człowiek odwróci się od Ojca Niebieskiego. Bóg pozwala na zło, ponieważ „nie ma władzy” nad ludzką wolnością (ks. prof. Aleksander Posacki). Bóg nie może działać wbrew miłości. Nie odbiera też człowiekowi daru wolnej woli pozwalającej mu na dokonanie wyboru między dobrem a złem. Bóg szanuje ludzkie decyzje. Nie mści się za błędne wybory człowieka.

Decyzja odrzucenia Boga niekoniecznie musi wiązać się z odrzuceniem miłości. Można odrzucić zafałszowany obraz Boga i nadal miłować. Można miłować będąc niewierzącym. Jednak niewierzący nie przypisują Bogu dobra, miłowania (bo Go nie uznają), lecz sobie. Bóg nie potępia niewierzących. On jest dla nich tak samo miłujący, jak dla wierzących. Podobnie jak słońce świeci dla młodszych i starszych, dla silniejszych i słabszych, dla „dobrych” i „złych”. Bóg miłuje każdego, bez wyjątku.


Pozdrawiam, Marta.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Wsparcie Jezusa


Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. (…) Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka! (J 14,27)
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię (Mt 11,28).
(…) kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką (Mt 12,50).
Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych (Mt 18,12−14).
Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo (Łk 12,32).
Niech się nie trwoży serce wasze. (…) W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział (J 14,1−2).
Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi (J 15,18−19).
Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie (J 16,2−3).

Oczyma wiary - cz.2.


Wiara jest nieskończonym poligonem poszukiwań i doświadczeń człowieka. 
Jezus, jako Człowiek, również wierzył w Ojca i Jego moc: A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać (Łk 5,17). Dzięki mocy dobra i miłości Aktu działającego w Jezusie Chrystusie Bóg dał światu wiele znaków, które do dziś można rozpoznawać i zgłębiać w wierze. Wiara chrześcijańska oznacza pójście w ślady Chrystusa[1].
Mimo jedności natury boskiej i ludzkiej w Osobie Syna Bożego, wiara w Jezusa nie była łatwa nawet dla ówczesnych, którzy Go widzieli i słyszeli. Moc nauki i znaków Nauczyciela z Nazaretu nie dla wszystkich była przekonująca. To, co mogło „przeszkadzać” w przyjęciu wiary, to człowieczeństwo Mesjasza[2] (por. Łk 7,34; 2 J 1,7; Mt 13,55–58). Poza tym czymś łatwiejszym było zobaczenie i uznanie zewnętrznego znaku (cudu) np. chodzącego uzdrowionego, który wcześniej był chromy (Łk 5,17−26) albo tego, który odzyskał wzrok, mimo że wcześniej był niewidomy od urodzenia (J 9,1−41). O wiele trudniej było uwierzyć w wewnętrzne uzdrowienie. Wiara w odpuszczenie grzechów przez Jezusa była bardzo często z gniewem i „zgorszeniem” odrzucana przez uczonych w Piśmie i faryzeuszy: Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga? (Łk 5,21). Rozpoznanie Mesjasza w Jezusie Chrystusie wymagało wiary. Po Jego zmartwychwstaniu jeszcze większej (bo już bez udziału zmysłów, na co wskazują słowa skierowane do Marii Magdaleny: Nie dotykaj Mnie – J 20,17).

Podsumowanie:
Bóg może działać i bez wiary ludzi. On działał już zanim na świecie pojawił się człowiek, jako twórczy i potężny Akt dobra i miłości. Do czego zatem służy wiara np. w zdarzeniu cudownym? Wiara pozwala:
- rozpoznać znak bądź zdarzenie cudowne;
- uznać i przyjąć za Autora znaku lub cudu Stwórcę − Akt stale miłujący, działający dynamicznie;
- odczytywać znaczenie cudownej, „namacalnej” ingerencji Boga;
- widzieć więcej, głębiej, szerzej i pełniej;
- „obcować” ze Stwórcą poprzez „dotyk” transcendencji i komunię miłości.

Pozdrawiam, Marta.


[1] P. Porębski, Wykłady teologiczne wiary rozumnej na portalu internetowym świeckiego teologa, Wydaw. Coriolanus, Kielce 2011, s. 719.
[2] Przypis [w:] Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem, oprac. Zespół Biblistów Polskich, Wydaw. Św. Paweł, Wrocław 2008, s. 2158.

niedziela, 1 lipca 2012

Oczyma wiary - cz.1.


Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię (Rdz 1,1). Tym samym nie było nikogo, kto w wierze rozpoznałby cud stworzenia. Wiara człowieka nie była potrzebna Bogu, by powołał świat do istnienia. Przy pierwszych najpotężniejszych cudach był obecny tylko ich Twórca, czyli Pan Bóg – Akt działający miłująco. Dlatego na początku jedynym świadomym świadkiem powołania świata do istnienia i fenomenu życia był sam Ojciec Niebieski: A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre (Rz 1,31). By rozpoznać cudowne i pełne mocy znaki miłości Boga był potrzebny ktoś, kto jest do Niego podobny. Pan Bóg zapragnął więc: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam (Rdz 1,26). Rozpoznanie znaków (cudów) stało się możliwe od momentu uduchowienia istoty człekokształtnej poprzez Boskie tchnienie pierwiastka duchowego w ciało człowieka – dar transcendentnej duszy. Dusza otworzyła możliwość nawiązania duchowego kontaktu Stwórcy z ludźmi. Dzięki relacji wiary pojawiła się autostrada komunikacji i miłosnego dialogu między człowiekiem a Bogiem.
Bóg może działać poza wiarą człowieka. Wiara nie jest warunkiem sine qua non by zaistniał znak (cud) dobra i miłości. Jednak wiara pozwala go rozpoznać.
Człowiek sparaliżowany, o którym jest napisane w Ewangelii wg św. Łukasza (Łk 5,17−26), sam nie wyznał ani nie okazał wiary przed znakiem (cudem), a mimo to został uzdrowiony. Wiarę okazali ci, którzy go przynieśli na noszach. Postawa wiary tych, którzy chcieli Jezusowi pokazać potrzebującego (posuwając się aż do rozebrania dachu i spuszczenia chorego przez sufit do wnętrza, w którym był Nauczyciel) jest dowodem gorliwego zatroskania o paralityka. Na ich wiarę i miłość Jezus odpowiedział miłością pełną wiary w dobroć Ojca Niebieskiego (funkcjonał dobra). Podobnie było z córką Jaira (Mk 5,35−43) i z Łazarzem (J 11,1−44), którzy będąc w stanie śmierci klinicznej nie mogli okazać wiary przed dokonaniem znaku (cudu). Postawę wiary okazali natomiast ci, którzy się za nimi wstawili u Jezusa. To oni rozpoznali znak – w wierze.
Dobrze odczytany znak prowadzi do eksplozji wiary: Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego (J 11,45); A wielu z tych, którzy słyszeli naukę, uwierzyło. Liczba mężczyzn dosięgała około pięciu tysięcy (Dz 4,4). 
Znak Boży umacnia tych, którzy dopiero przyjmują wiarę oraz tych, którzy już wierzą. W obu przypadkach otwarcie na Boga owocuje pełniejszą, prawdziwszą i głębszą wiarą i miłością. 


Pozdrawiam, Marta.