Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 27 września 2012

Uwaga słuchania



Jezus parokrotnie powtarzał pewne zdanie, które było jak bicie dzwonu: Kto ma uszy do słuchania, niech słucha! (Mk 4,9.23). Tym samym dał wyraźnie do zrozumienia, że w świecie realnym człowiek posiada właściwości („narzędzia”) do przenikania rzeczywistości transcendentnej. Człowiek bowiem został obdarowany naturą duchową (por. Ps 104.2), a tym samym już za życia jest zakotwiczony w świecie zewnętrznym [1] (Bożym).
W przypadku przypowieści o świetle Jezus dodał: Uważajcie na to, czego słuchacie (Mk 4,24). Ujawnił więc prawdę, że człowiek winien być krytyczny wobec treści, które docierają do niego. Owo podejście krytyczne (nie krytykanckie), to postawa charakterystyczna dla gatunku homo sapiens. Jeśli więc jej zabraknie, wówczas łatwo o zatracenie człowieczeństwa. Postawa myśląca, przyjmowanie treści krytycznie − zbliżają do Prawdy. Jezus zalecał, by na tej drodze zachować pokój serca: Nie pozwólcie, aby wasze serca były wstrząśnięte (J 14,1) i nie lękajcie się (J 14,27).
Przy okazji wspomnianej wyżej przypowieści Nauczyciel dodał: Jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą, a nawet wam dodadzą (Mk 4,24). Innymi słowy: Dbajcie o swoje serce, by was nie oskarżało i nie potępiało, ponieważ to jak będziecie oceniać siebie samych, będzie rzutowało na postawę wobec innych. Dalej ewangelista włożył w usta Jezusa następujące słowa: Bo temu, który ma, będzie dodane, a temu, który nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mk 4,25). W Ewangelii wg św. Łukasza ujęcie jest jeszcze mocniejsze: Uważajcie więc, jak słuchacie. Temu bowiem, który ma, będzie dodane; a temu, który nie ma, zostanie odebrane nawet to, co wydaje mu się, że ma (Łk 8,18). W zacytowanych perykopach wydaje się, że jest coś okrutnego: temu, który nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mk 4,25); zostanie odebrane nawet to, co wydaje mu się, że ma (Łk 8,18). W pierwszym odczuciu tekst ten jest dla mnie nieprzyjemnie skonstruowany (być może nie do końca trafnie przetłumaczony z języków oryginalnych). Stąd niechętnie go przyjmuję w warstwie zewnętrznej. A jednak mnie zastanawia, dlaczego akurat tak został napisany. Jaka jest tu przekazana prawda? Co Jezus chciał tak naprawdę powiedzieć? Gdzie leży sedno myśli teologicznej? Kto i co komu zabierze, co wydaje mu się, że ma, a faktycznie to tego nie ma? Myślę, że te słowa należy przetransponować na język miłości. Serce podpowiada mi więc takie ujęcie: Dusza uzdalnia człowieka do pomnażania Bożej miłości i ubogacania nią innych. Uwaga słuchania Bożego Ducha owocuje miłością. Ten więc, kto na Niego się otwiera i miłuje, ten będzie doświadczał Bożego funkcjonału dobra wokół siebie.

[1] Zob. tekst P. Porębskiego pt. Świat zewnętrzny [w:] www.swieckiteolog@blogspot.com – opublikowany dnia 27.09.2012 r.

środa, 26 września 2012

Przypowieść o świetle



Jezus bardzo lubił przypowieści. Jedna z nich, którą zanotował autor Ewangelii wg św. Marka dotyczyła światła:  Mówił im też: «Czy wnosi się zapaloną lampę po to, aby ją postawić pod garncem lub pod łóżkiem? Czy może raczej, by postawić ją na świeczniku? Nie ma bowiem nic tajemnego, co by nie miało być ujawnione. Nic też nie może być tak ukryte, aby nie wyszło na jaw» (Mk 4,21−22).
W odniesieniu do światła człowieka chodzi o światło wewnętrzne, duchowe piękno, blask duszy promieniującej z twarzy. Owo światło wypływa z piękna dobrych myśli i uczynków. To ze sobą współgra. Dobro miłującego przenika jego samego i promienieje na otoczenie: Człowiek dobry ma piękną duszę. Dusza współgra z ciałem. Dostrzega się to w harmonii postępowania. Dobroć rysuje się na twarzy. Wokół człowieka roztacza się pozytywna aura [1]. Ludziom wydaje się, że widzą anioła. Apostołowie, towarzyszący Jezusowi na co dzień widzieli wiele dobra i miłości, które dokonywał ich Nauczyciel. Jego jedność z Bogiem-Ojcem odbijała się na Jego obliczu: Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe (Łk 9,29).
Jezus zachęcał do miłowania w taki sposób, aby inni, widząc dobro, wielbili jego źródło, a więc Boga-Ojca rozpoznawalnego przez dynamizm i piękno skutków Jego działania (miłujący Akt działający). Dlatego Syn Maryi dodał w innym miejscu: Tak niech świeci wasze światło dla ludzi, aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie (Mt 5,16).

[1] Zob. temat pt. „Funkcjonały pozytywne” P. Porębskiego opublikowany dnia 25.09.2012 r. na blogu: www.swieckiteolog.blogspot.com

wtorek, 25 września 2012

Zatroskanie siewcy

Ciąg dalszy rozważań, głównie w oparciu o Ewangelię wg św. Marka


W przypowieści o siewcy Jezus zobrazował różne sytuacje, jakie zdarzają się ludziom na drodze do Boga. Przypowieść ta jest bardzo głęboka i rozbudowana wraz z objaśnieniem Nauczyciela, co zostało zapisane w Ewangelii (Mk 4,1−9.13−20). Tak więc symbolem siewcy jest Jezus zjednoczony z Ojcem Niebieskim, ziarnem − słowo Boże (Łk 11,8), a miejscami, na które pada ziarno − serca ludzkie. Wgłębiając się w tekst zauważyłam pewien tok myślenia narratora, który najpierw zanotował, że: Siewca sieje słowo (Mk 4,14), czyli słowo pochodzi od siewcy; a potem: Zasiani na gruncie kamienistym… (Mk 4,16), co sugeruje, że w pewnym znaczeniu symbolem ziarna są ludzie.
Jezus był świadomy, że słowo od Ojca (w znaczeniu: ludzie stworzeni przez Boga), z którymi się spotykał w swej działalności, reprezentują bardzo różny poziom intelektualny, społeczny i duchowy (grunt). Najpierw wymienił tych, o których był najbardziej zatroskany: to ziarno, które padło koło drogi. Przyleciały ptaki i wydziobały je (Mk 4,4). W wyjaśnieniu wskazał, że powodem trudności takich ludzi jest słabość i uleganie atrakcyjności zła (zob. Mk 4,15).
Następnie Jezus zwrócił uwagę na ziarna, które żyją tam, gdzie jest grunt kamienisty (Mk 4,5). Od razu wyjaśnił powód ich trudności (życiowych): było mało ziemi, i [ziarno] szybko wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy pokazało się słońce, przypaliło je i ziarno uschło, lecz nie zapuściło korzeni (Mk 4,5−6). Po raz kolejny zachwyca mnie tu empatia i przenikliwość Jezusa. On wczuwał się w sytuację ludzi! W tym wypadku docenił te osoby, mówiąc: [ziarno] szybko wzeszło (Mk 4,5); ponieważ są to ci, którzy, gdy usłyszą słowo, zaraz je przyjmują z radością (Mk 4,16). Nauczyciel wskazał równocześnie źródła ich cierpienia, podając szczegółowo miejsca do uleczenia: było mało ziemi; gleba nie była głęboka (Mk 4,5); słońce przypaliło je i ziarno uschło (Mk 4,6); nie zapuściło korzeni (Mk 4,6). W wyjaśnieniu wymienił też zasadniczą wadę tych ludzi: są niestali, kiedy więc przychodzą trudności lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują (Mk 4,17). Jezus w przytaczanej przypowieści ujawniał swe współcierpienie i współczucie dla dusz, mówiąc: ziarno uschło (Mk 4,6).
Kolejnym dramatem była sytuacja, w której ziarno padło między ciernie (Mk 4,7). Cierniami okazują się pokusy, które stanowią przeszkodę na drodze do Boga (wśród nich są: troski, ułuda bogactwa i inne pożądania – Mk 4,19). Ponownie Jezus wskazał, że rozumie mękę takich dusz: A ciernie wyrosły i zagłuszyły je (Mk 4,7); [pokusy] zagłuszają w nich słowo i nie wydaje ono owocu (Mk 4,19); [ziarno] nie wydało plonu (Mk 4,7).

Przynosząc słowo od Ojca, Jezus rozumiał sytuację różnych ludzi. On nie dobijał ludzi psychologią i potępiającą analizą ich dusz (rodzącą poczucie winy, depresję itd.). Jezus współczuł ludziom i pragnął im pomóc. Chciał, by zrozumieli samych siebie (poprzez obrazową przypowieść) i by znaleźli drogę do przełamania trudności. Jego celem było ukierunkować wszystkich ku Ojcu tak, aby dążyli do pełni zjednoczenia z Bogiem (gleba urodzajna – zob. Mk 4,8.20) − wydając plon obfity i dorodny: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny lub stokrotny (Mk 4,8.20).   

poniedziałek, 24 września 2012

Duchowa rodzina Jezusa

Ciąg dalszy rozważań w oparciu o Ewangelię wg św. Marka




Miłość na wzór Chrystusa charakteryzuje się trwałością więzi
ze względu na swój Boży fundament.
Autor 

Pewnego dnia, kiedy Jezus był już osobą publiczną i otaczały Go tłumy, przyszła do Niego Maryja wraz z krewnymi. Fakt, że ludzi wokół Jezusa było bardzo wielu spowodował, że rodzina nie mogła do Niego dojść w sposób bezpośredni (Mk 3,32). A ponieważ bliskim bardzo zależało na spotkaniu, prosili, aby Go przywołać (Mk 3,31). Znalazł się więc ktoś, kto pomógł i w ich imieniu zawiadomił Nauczyciela, że przyszła Jego Matka i krewni, którzy chcą się z Nim zobaczyć: Twoja Matka i Twoi bracia, i Twoje siostry są na zewnątrz i dopytują się o Ciebie (Mk 3,32). Ewangelista w swoim opisie nie był jednak skoncentrowany na spotkaniu, ale na nauce Jezusa. Pominął więc ten wątek. Oczywiście było rzeczą naturalną, że Jezus tęsknił za domem i przyjaciółmi z Nazaretu. Jego miłość do bliźnich była tego dowodem. Nauczyciel miłował wszystkich ludzi tak, jakby byli Jego rodziną. Dlatego powiedział coś ważnego, co zostało zapamiętane i zapisane: Kto jest moją matką i moimi braćmi? Oczywiście nie wymagał odpowiedzi ujawniającej Jego prywatność. Pytanie było zagadką teologiczną. Zaciekawiało, ale przede wszystkim budziło nadzieję. Rozmowa na temat rodziny była inspirująca i wywołała wyjątkową refleksję zarówno u Jezusa, jak i wśród ludu. Nauczyciel pragnął jedności wspólnoty w miłości. Każdy zaś, kto się zbliżał do Jezusa, chciał Go bardziej poznać: kim jest, skąd pochodzi, co uczyni, jakie ma plany. Jezus przykuł więc uwagę swym pytaniem. W końcu, rozwinął temat, kontynuując wątek rodziny na płaszczyźnie teologicznej. I patrząc na siedzących dokoła, powiedział: «Właśnie oni są moją matką i moimi braćmi.» (Mk 3,34). Taka odpowiedź była wyrazem Bożego umiłowania ludu. Dla jednych być sługą Jezusa byłoby już łaską. Dla innych być Jego uczniem byłoby szczególnym wyróżnieniem. Ale być kimś z Jego rodziny – to byłoby największym szczęściem! Dlatego więc słowa Jezusa zostały zapamiętane. Nauczyciel zaprosił do budowania duchowej rodziny Bożej puentując swą myśl słowami: Bo kto wypełnia wolę Boga, ten jest moim bratem, siostrą i matką (Mk 3,35). Jedyną drogą ku temu była więc miłość.

Nie jest wykluczone, że Jezus spotkał się z Matką i bliskimi (czego autor ewangelii nie zanotował). Wiele wątków ujmowano ogólnie, wybiórczo i w sposób uproszczony (zwłaszcza w Ewangelii wg św. Marka). Wiele epizodów zostało też zapomnianych i w związku z tym pominiętych. Poza tym Ewangelie nie miały za zadanie przedstawić wiernej faktografii zdarzeń. Nie miały też na celu zapisu kompletnej biografii Jezusa. Ewangelie posłużyły do próby ujęcia i przekazania, na wzór Jezusa, Dobrej Nowiny o zbawieniu, którą On głosił.

niedziela, 23 września 2012

Pokonywanie zła

Ciąg dalszy rozważań głównie w oparciu o Ewangelię wg św. Marka


Ludzie negatywnie i sceptycznie ustosunkowani do Nauczyciela z Nazaretu mieli na Jego temat różne zdania i opinie. Znajomi i krewni byli skłonni widzieć w Nim człowieka chorego psychicznie twierdząc, że odszedł od zmysłów (Mk 3,21). Nauczyciele Pisma, uznający się za znawców teologicznych, interpretowali zachowanie Jezusa wysuwając poważniejsze oskarżenie. Wydawali osąd związany z ich wiarą w szatana. Posądzając Jezusa o grzeszność mówili, że wyrzuca demony mocą ich przywódcy (Mk 3,22), ponieważ opętał Go duch nieczysty (Mk 3,30); opętał Go Belzebub (Mk 3,22).
Gdy Jezus spotykał się z tak twardym i potępiającym nastawieniem ze strony ludzi, nie za bardzo mógł wdawać się w dyskusję. Nie czuł jednak złych emocji wobec oczerniających i pomawiających Go. Raczej współczucie i zatroskanie. Dlatego podszedł do sprawy bardzo spokojnie. Chciał, by ludzie przestali się bać. Pragnął wszystkich obdarzyć miłością, również tych, którzy Go słownie atakowali. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił do nich w przypowieściach (Mk 3,23). Rozpoczął od porównania, posługując się obrazem społecznym: Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, to takie królestwo nie może przetrwać (Mk 3,24). Potem zastosował analogię, przenosząc porównanie na grunt najmniejszej komórki społecznej, tj. rodziny: I jeżeli dom jest wewnętrznie skłócony, to taki dom nie będzie mógł przetrwać (Mk 3,25). Świadomy, że słuchają i rozumieją Jego logiczną argumentację wstępną, przeszedł do meritum sprawy, stosując w swej mowie element figury konceptualnej szatana, użytej przez oskarżycieli: Jeśli więc szatan powstał przeciwko sobie i jest wewnętrznie skłócony, to nie może przetrwać, lecz koniec z nim (Mk 3,26). Jednocześnie Jezus przedstawił głębię teologiczną swej nauki mówiąc o skutkach efektu funkcjonału: Nikt przecież nie może wejść do domu kogoś silnego i zagrabić jego rzeczy, jeśli najpierw go nie zwiąże. Dopiero wtedy okradnie jego dom (Mk 3,27).
Poprzez wskazanie na znaczenie Ducha Świętego Jezus przekazał jak pełnić dobre dzieła mocą miłości Aktu działającego (por. Mk 3,28−29). Tym samym wyznał swe przekonanie, że tylko dobro i miłość Boga pokonują wszelkie zło.