Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 10 marca 2013

Zaprzeć się siebie


Pewien uczony w Piśmie rzekł do Jezusa: Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz (Mt 8,19). To bardzo wiele mówiące zdanie. Oto wykształcony znawca Prawa uznaje autorytet Jezusa, i to do tego stopnia, że chce być Jego uczniem. Publicznie (z odwagą) oznajmia swą pełną gotowość, by pójść za Nim. Słowo dokądkolwiek wzbudza jednak mój niepokój. Czy uczeń powinien zawierzyć totalnie i fanatycznie nauczycielowi, czy powinien zachować pewien procent krytycyzmu wobec jego nauki? Otóż myślę, że winien zachować ocenę obiektywną (zdrowy dystans). Oczywiście istnieje niebezpieczeństwo zbyt daleko posuniętej ostrożności, która powoduje zahamowania, brak odwagi, lęk, obawy, niezdecydowanie itp. Wiele jest też w życiu sytuacji wymagających oddania, zawierzenia (czas próby, kryzysu, cierpienia). Jezus zdaje się właśnie na to wskazywać odpowiadając rozmówcy obrazowo: Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć (Mt 8,20). Ukazuje więc prawdę, że w życiu duchowym wiele spraw jest przepełnionych niewiadomą, ryzykiem, potrzebą wiary. Po owocach można poznać, czy dana sprawa i wydarzenie były Boże. Jezus nie broni uczonemu w Piśmie pójścia za Nim. Wskazuje jednak, że droga wiąże się z cierpieniem, trudami i wymaga wyrzeczenia. To droga duchowa, ale obarczona człowieczeństwem. Lisy i ptaki bywają „bogatsze” niż ten, kto idzie za Chrystusem.
Ktoś inny, z pragnących pójść za Nim, mocno prosił Nauczyciela: Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca! (Mt 8,21). Odpowiedź Jezusa szokuje: Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych! (Mt 8,22). Po pierwsze Jezus wzywa ucznia, by poszedł za Nim. Dalsza część odpowiedzi wprowadza jednak w konsternację. Jak rozumieć metaforę „pochówku umarłych przez umarłych”?
Skoro droga do Boga to miłowanie, to i pogrzeb ojca stanowi wyraz miłości (jako uczynek miłosierdzia i czci dla zmarłego). Absurdalnym byłby więc wniosek, że Jezus zakazywał grzebać umarłych. Nauczyciel wskazał jednak na niewłaściwą postawę: brak miłości (stąd dwukrotne słowo: umarły). Ten kto prawdziwie idzie za Jezusem − miłuje, a więc żyje w pełni.
Na pierwszym miejscu Nauczyciel mówi: Pójdź za Mną, nie zaś: zostaw umarłym grzebanie umarłych. Tym samym podkreśla ład i właściwą postawę w życiu. Ten kto miłuje, już idzie za Chrystusem. Ten, kto metaforycznie „odwraca się” od Jezusa przez to, że przestaje miłować, choćby nawet żył w ciele – w duchowym sercu jest martwy.
Kategoryczność tonu zdania: Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych! (Mt 8,22) to cecha typowa dla ewangelisty Mateusza. Język narracji jest mocny i bardzo męski, niemal autorytarny. Pomijając ów aspekt przekazu, w perykopie jest ukryta prawda, że za Jezusem nie można iść połowicznie. Innymi słowy, pójście za Chrystusem nie może być czymś letnim, beznamiętnym, ani też fanatycznym. Pójście za Chrystusem, to pójście całym sercem i całą duszą. Jak zatem gorąco miłować na wzór Jezusa? Syn Człowieczy dał kapitalną odpowiedź: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (Mt 16,24−26).

czwartek, 28 lutego 2013

Znaki Syna Człowieczego



Znaki, które towarzyszyły działalności Jezusa były potwierdzeniem i uwierzytelnieniem głoszonej przez Niego nauki. Przekazywane słowo Syna Człowieczego pozwalało je odczytać. Obecność znaków była formą obecności ich Autora, czyli samego Ojca Niebieskiego. Do rozpoznania Jego działania potrzebna więc była wiara zarówno Jezusa (przekazującego i wskazującego na znaki), jak i słuchającego Go ludu. Pośród dokonujących się cudów największym znakiem był sam Jezus Chrystus.
Wiara odbiorców nauki Mistrza z Nazaretu pozwalała postąpić im w duchowości. Otwierając swe serca na naukę Syna Człowieczego wykorzystywali szansę doświadczenia misterium bliskości królestwa niebieskiego zwiastowanego przez słowa i czyny Nauczyciela z Galilei.
Niezwykłe dzieła Jezusa należy raczej zaliczyć do znaków niż cudów. Nazwa znak zdaje się bowiem oddawać precyzyjniej prawdę o funkcjonale dobra Aktu Działającego, przenikającego Syna Maryi. Dzięki Niemu moc Boża Ojca Niebieskiego posiadała wielką przestrzeń do Objawienia się w pełni.
Znaki Jezusa nie były w żadnym przypadku sztuczkami magicznymi, obwarowanymi procedurami, manipulacją, zaklęciami, zabobonnymi środkami czy jakimikolwiek technikami, mającymi prowadzić np. do uzdrowienia. Zabiegi czynione przy uzdrowieniach były indywidualne, nieschematyczne i niepowtarzalne. Wskazujące raczej na intymność relacji Jezusa z drugim człowiekiem oraz jego cierpienie, które za każdym razem wymagało szczególnej łaski. Ponadto Syn Człowieczy nigdy nie dokonywał znaków w celach widowiskowych (cud dla samego cudu). Nie był magikiem, choć wielu chodziło za Nim, by poprzyglądać się (bez wewnętrznego zaangażowania) niecodziennym zjawiskom. Boska moc całkowicie przenikała naturę ludzką Jezusa. On był przykładem człowieka, który będąc otwartym i współdziałającym z Ojcem Niebieskim, stał się predysponowany do dokonywania i odczytywania Bożych znaków. Każdy, kto Go naśladował (i otwierał się na Ojca Niebieskiego), mógł doświadczyć radości, która płynie z głębi wiary. Stąd bardzo istotną sprawą jest fakt, że wiara dokonującego znaku, jak i tego, kto był jego podmiotem, pozwalała (w zaistniałej, obustronnej relacji horyzontalnej między nimi oraz wertykalnej – z Bogiem) rozwinąć się w wierze. Wspomniane u św. Mateusza niedowiarstwo ze strony mieszkańców Nazaretu (gdzie Jezus nie mógł dokonać wielu znaków uzdrowienia – zob. Mk 6,5) należałoby odczytać nie tyle jako wynik braku postępu w wierze, co przykład poszukiwania Boga inną drogą (naznaczoną spojrzeniem bardziej krytycznym, ostrożnym, racjonalnym i autonomicznym).
Odbiór znaków Jezusa przez Jemu współczesnych był niejednoznaczny. Każdy znak był wyjątkowy, odczytywany indywidualnie. Fakt posługiwania się odmiennym nazewnictwem w odniesieniu do poszczególnych niezwykłych czynów Jezusa świadczy, że za każdym razem było to misterium obecności mocy Boga-Ojca. Znak w sposób pośredni pozwalał doświadczyć Go w sposób mistyczny.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Pokusy Jezusa - cz.3.



Trzecią pokusą, jaka została odmalowana w kuszeniu na pustyni przez św. Mateusza, dotyczy bogactwa i przepychu światowego. Ponownie szatan, jako spersonifikowana figura konceptualna zła, namawia Jezusa, by oddał mu pokłon, równoznaczny ze służbą mamonie i odwróceniem się od Boga. Jezus wie jednak, że cały świat został dany człowiekowi jako dar, a równocześnie zadanie od Stwórcy. Nie przeczy temu. Uderza więc w sedno pokusy kategorycznym stwierdzeniem: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: «Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz» (Mt 4,10). Tym samym ukazuje, że ma pełną władzę nad pokusą. Odrzucając ją wybiera wierność Ojcu. Radykalizm postawy Jezusa świadczy o Jego niezłomnym, silnym charakterze i osobowości. To był nie tylko prawdziwy mężczyzna, ale przede wszystkim heros wiary: konsekwentny, odważny, zdeterminowany i pełen mocy. W Nim objawiła się potęga Bożego Ducha.
Tytaniczna wiara, głębia miłości i moc duchowa Jezusa były podstawą w Jego misji wśród ludzi. Każdorazowa modlitwa pozwalała Mu stale czerpać siłę i mądrość ze źródła Prawdy i Dobra Najwyższego. U Ojca Niebieskiego znajdował zawsze wsparcie i pomoc. Nektar miłości i Bożego światła były dane Synowi Człowieczemu, by mógł On głosić Dobrą Nowinę ludziom.
Pokusy w życiu Jezusa pojawiały się jeszcze wiele razy. On jednak, oddany całkowicie służbie Bogu w bliźnich, zwyciężał je zawsze mocą z wysoka.