Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Św. Antoni z Padwy



Św. Antoni urodził się w 1195 r. w Lizbonie w Portugalii. Na chrzcie otrzymał imię Fernando. Miał pobożnych, szanowanych i zamożnych rodziców noszących nazwisko Bulhões (pol. Bulonne). Jego rodzina mieszkała w pałacu przy katedrze lizbońskiej ku czci Bogarodzicy. Przyszły święty spędził tam pierwsze 15 lat. Dzięki rodzicom Fernando wzrastał w wierze, ucząc się od 4 roku życia w szkole katedralnej (do instytutu szlacheckiego). Obok nauki elementarnej, służył do mszy i pomagał w czasie obrządków kościelnych.
W wieku młodzieńczym Fernando miał różne pokusy, lecz skutecznie się im opierał. Stronił od hucznych zabaw i przyjemności. Był osobą uczynną, pomagał innym, a także udzielał jałmużny ubogim. W klasztorach słuchał pilnie Słowa Bożego, które asymilował żyjąc nim w sercu i na zewnątrz.
Ponieważ widział wielu ludzi, którzy grzeszą, postanowił porzucić życie według świata. Odrzuciwszy ziemskie pokusy (nicość) wybrał powołanie do świętości z Bogiem w zakonie, by żyć z dala od wszelkiego złego, jednoczyć się ciągle z Bogiem za pomocą modlitwy, być otoczonym braćmi, podnosić myśl do kontemplacji mistycznych, służyć ojczyźnie, uszczęśliwiać, aby samemu być szczęśliwym[1].
Klasztor św. Wincentego Kanoników Regularnych od św. Augustyna, który wybrał, znajdował się na Wschód od Lizbony. Został on wzniesiony w 1147 r. przez Alfonsa I na podziękowanie za odebranie Maurom Lizbony. Fernando wstąpił do zakonu mając 15 lat, aby umrzeć światu, a żyć Chrystusowi na ołtarzu umartwienia i pokuty chrześcijańskiej [2]. We wspomnianym klasztorze spędził 2 lata, studiując tam dzieła klasyków łacińskich i święte księgi, po czym poprosił o przeniesienie, ponieważ prześladowała go miłość krewnych i przyjaciół, którzy odwiedzając go często, przynosili ze sobą niepokój świata i odrywali go od słodyczy i zachwytów bożych [3].
W 1212 r. Fernando przeniósł się do opactwa św. Krzyża w Coimbrze – ówczesnej stolicy Portugalii (do klasztoru królewskiego), w którym kształcili się późniejsi mistrzowie przyszłego uniwersytetu w Coimbrze. Była tam praktykowana modlitwa i nauka. Właśnie tą drogą Fernando podążał do świętości, bo jak napisał ks. Euzebiusz Stateczny: Nauka i pobożność są kluczem otwierającym bramę do przybytku pańskiego: tabernakulum [4].
Fernando otrzymał święcenia w roku 1219 r. Jednakże w 1220 r. opuścił Zakon Kanoników Regularnych św. Augustyna i wstąpił do zakonu franciszkanów (Zakon Braci Mniejszych), z nadzieją wyjazdu na misje do Maroka i poniesienia tam śmierci męczeńskiej za głoszenie Ewangelii. To właśnie w zakonie franciszkańskim przyjął nowe imię - Antoni i rozpoczął studiowanie myśli św. Franciszka. Jego marzenie o Afryce i męczeństwie miało się wkrótce ziścić, bowiem otrzymał pozwolenie na wyjazd na misje. Niestety niemal od razu przewlekle się tam zachorował i z konieczności był zmuszony opuścić Afrykę. Męczeństwo przeżywał jednak w duszy z powodu przekonania, że nie ma powołania do działania apostolskiego na terenie Afryki. Wiosną udał się więc w drogę powrotną do ojczyzny. Po burzy morskiej wysiadł na Sycylii.
W 1221 r. odbyła się kapituła świąteczna pod Asyżem. Zebrało się na niej 3 tysiące franciszkanów wraz ze św. Franciszkiem. Tam właśnie spotkali się po raz pierwszy: Serafin z Asyżu i Cudotwórca z Padwy.
W Montepaolo (dziś koło Florencji) Antoni spędził dni krzyżowe w ciszy, umartwieniu i rozmyślaniu. Był tam całkowicie oddany rzeczom niebieskim i rozpalaniu swego serca ogniem miłości. Posilał się wyżebranym i zwilżonym wodą pitną chlebem (stosował bowiem bardzo ostry post). Godzinami trwał na modlitwie czuwając. Ciało umartwiał nikłym pokarmem, ale i biczowaniem. W końcu surowe praktyki pokutne obróciły się przeciwko jego zdrowiu. Zakonnik mdlał osłabiony.
Po postach i dniach umartwienia Antoni zaczął działać jako kaznodzieja. Po raz pierwszy publicznie przemówił do kleryków przyjmujących święcenia w katedrze miasta Forli we Włoszech. Mówił do nich po łacinie. I choć był tym bardzo przejęty, wszystko się udało. O tamtym wydarzeniu ks. Euzebiusz Stateczny napisał metaforycznie: Był więc czas najwyższy, aby zeszedł z góry Synaj z ciszy głębokiej ów apostoł cudowny i zaczął rzucać pioruny i błyski nauki i świętości wśród ciemności przewalających się po świecie i stanął wobec tłumów, aby je zbudzić i przeszywać dreszczami na głos przykazania Bożego [5].
W Rimini, w konfrontacji z innowiercami (zwolennikami manicheizmu) nawrócił wielu heretyków (m.in. niejakiego Bonvillo). Zdarzały się już wówczas cudowne zdarzenia, które przypisywano bogobojnemu zakonnikowi (np. mimo, że chciano go otruć, podając na talerzu zabójczą potrawę i szydząc, że słudze Bożemu nic nie zaszkodzi, Antoni zjadł posiłek i nie doznał żadnego uszczerbku na zdrowiu; kiedy indziej podano mu żabę zamiast kurczęcia; wówczas franciszkanin przeżegnał się i zamienił żabę w kurczę...).
Po roku 1223 (a najpóźniej w 1226) Franciszek udzielił Antoniemu dyplom profesora teologii.
Jak podają noty biograficzne, Antoni miał dar nawracania. Działał wyjątkowo. Albigensów we Francji nawracał łagodnością, słowem i przykładem (nie zaś przemocą, torturami czy wzbudzaniem strachu).
Charyzmatyczny franciszkanin prowadził również wykłady w szkołach. W jednej z nich był przypadek zwrotu skradzionej przez kleryka książki (oddanej za przyczyną świętego). Prawdopodobnie od tamtego zdarzenia Antoni stał się patronem rzeczy zaginionych [6].  
W następnych latach Antoni prowadził działalność apostolską w Tuluzie, Le-Puy-en-Velay - jako przełożony i gwardian klasztoru.
Zdarzyło się, że święty przewidział nawrócenie i śmierć męczeńską notariusza w Puy, który z początku był mu nieprzychylny. Notariusz ten zginął z rąk Muzułmanów [7].
Antoni był niezwykle odważny i mężny. Była to dusza wielka, która nie znała wybiegów i kompromisów[8]. Miał odwagę mówić prawdę, prosto w oczy, i to nawet samemu arcybiskupowi. Tak nawrócił arcybiskupa z Bourges, Szymona de Sully [9].
 Święty miał również dar bilokacji (pewnego dnia był np. w kościele mówiąc do ludu, a równocześnie widziano go na chórze − modlącego się z braćmi w klasztorze).
Po śmierci św. Franciszka z Asyżu zebrała się kapituła generalna zakonu. Było to w Zielone Świątki 1227 r. w Lizbonie we Włoszech. Planowano wybrać nowego przełożonego zakonu. Podczas kapituły Antoni został wybrany na przełożonego prowincji północnych Włoch (od Bolonii aż po Alpy). Podróżował, głosił Słowo Boże, czynił cuda (np. wskrzesił młodzieńca).
25 maja 1230 r. odbyła się ponownie kapituła generalna zakonu, na której powstał spór o zakres ubóstwa franciszkanów. Jedni byli za posiadaniem własności (z Eliaszem na czele, który był ministrem generalnym całego zakonu), a drudzy za ubóstwem (w grupie których był Antoni). W sporze i hałasie Jan Parenti (minister generalny) wyszedł na środek sali i rozdarł swoje szaty, ukląkłszy z rozkrzyżowanymi rękami. Swym gestem uśmierzył wrzawę kłócących się mężczyzn. Choć buntownicy przeprosili, spór nie został rozwiązany. O skandalu doniesiono papieżowi. Wówczas Antoni, jako rzecznik sprawy, musiał wobec całego dworu papieskiego wystąpić z obroną. I uczynił to z taką wymową, uczonością i gorącością dla sprawy, że papież go nazwał arką zakonu [10]. Ostatecznie papież zakończył spór bullą Qui elongati (z dnia 28.09.1230 r.) orzekając, że bracia są zobowiązani do przestrzegania reguły św. Franciszka. Równocześnie bulla pozwalała na różnicowanie i rozgałęzienie braci w łonie zakonu. Znalazł zatem złoty środek w trudnej sprawie.
Jednym z cudów za przyczyną św. Antoniego był poniżej opisany, a dotyczący zrośnięcia nogi:
Pewien młodzieniec rozgniewany na swą matkę kopnął ją tak, że upadła na ziemię. Potem, po wysłuchaniu kazania świętego doznał jednak skruchy. Wyspowiadał się wyznając Antoniemu swoje grzechy (w tym ów przykry incydent dotyczący kopnięcia matki). Za pokutę miał ją przeprosić, co postanowił uczynić. Kiedy matka wysłuchała przeprosin syna, odrzekła: Ja bym ci chętnie i łatwo odpuściła, ale sądzę, że ci Bóg nie powinien takiego grzechu odpuścić [11]. Po tych słowach młodzieniec poszedł do swego pokoju i tam sam (!) odrąbał sobie siekierą nogę, którą kopnął wcześniej kobietę. Po samookaleczeniu zemdlał. Zdarzyło się przy tym, że Antoni, przechodząc obok i widząc tłum ludzi, dowiedział się o nieszczęśliwym zajściu. Wszedł więc do domu, w których zaszła tragedia i tam kazał sobie przynieść odrąbaną nogę. Następnie przybliżył stopę do nogi. Autor opisu kończy opowiadanie słowami: Natychmiast zbiegają się kosteczki, mięso się łączy a Leonard – bo mu Leonard było na imię – wstaje zdrów [12].   
Brat Antoni założył bractwo Kolombinów (od nazwy kościółka, gdzie schodzili się pokutnicy).
Za jego też przyczyną, 15 marca 1231 r. zaczęło obowiązywać prawo dotyczące niewypłacalnych dłużników. Według tego prawa nikt nie mógł być więziony przez swych wierzycieli, jeśli oświadczył, że zrzeka się całości dóbr [13].
Antoni od młodości nosił zarodek cukrzycy. W 1231 r. miał początki puchliny wodnej (wodobrzusza). Tamtego roku ukończył jednak kazania na post. Słuchały go bowiem tłumy (nawet 30 tysięcy ludzi) i wielu się nawracało. Zdarzały się nawet przypadki rozrywania mu szat, by zachować relikwię po świętym. Przed swą śmiercią nie głosił już jednak kazań, tym bardziej, że widział, jak z tego powodu wieśniacy zaniedbywali swą pracę w polu.
Pod koniec życia coraz bardziej cierpiący poprosił o wyjazd i przeniósł się do klasztoru w Camposampiero, gdzie przebywał jego przyjaciel Tiso (właściciel posiadłości i kawałka lasu). Ten, na prośbę Antoniego, zrobił mu „celę” w rozgałęzieniu jednego z drzew (z trzciny i gałęzi). Święty schodził z drzewa tylko na posiłek. Jednak po jednym z mocniejszych ataków bólu, poprosił o przeniesienie do klasztoru w Padwie (by nie być ciężarem dla ubogich współbraci). Uczyniono więc zgodnie z wolą umierającego. W drodze Antoni spotkał pewnego zakonnika o imieniu Vinnoto, za którego radą udał się do spokojnej Arcelli, zamiast ludnej i hałaśliwej Padwy. Tam właśnie zmarł. Było to w piątek, 13 czerwca 1231 r. Antoni miał wówczas zaledwie 36 lat.

Antoni mówił swoje kazania po łacinie lub w narzeczu włoskim. Najczęściej cytował Pismo Święte oraz doktorów Kościoła (w tym św. Augustyna i św. Hieronima). 
Określano go jako Cudotwórcę z Padwy. Był też nazywany młotem na heretyków [14] – arian, docentów, ikonoklastów, berengariuszy.
Piętnował przede wszystkim 3 grzechy: pychę, skąpstwo i chuć. 
Cechowała go: pokora, umiejętność, żarliwość apostolska, miłość Boża, modlitwa, umartwienie, duch ubóstwa, gorliwość anielska, wymowa, wytworność gestu, szlachetność charakteru, słodycz, wdzięk i grzeczność. Jedyną jego retoryką była miłość Ukrzyżowanego [15].
30 maja 1232 r. (11 miesięcy po śmierci), za pontyfikatu papieża Grzegorza IX ogłoszono Antoniego świętym. Była to pierwsza tak szybka kanonizacja (zaledwie 352 dni po śmierci Antoniego). Papież napisał też bullę kanonizacyjną o świętym pt. Cum dicat Dominus.
16 stycznia 1946 r. papież Pius XII ogłosił św. Antoniego doktorem Kościoła.
W 1263 r. przeniesiono po raz pierwszy szczątki św. Antoniego (zachował się tylko jego język, którego św. Bonawentura z Bagnorei – generał zakonu, w geście czci ucałował). Drugie przeniesienie miało miejsce w 1310 r. – do środkowej nawy kościoła. Trzecie zaś 15 lutego 1350 r. – ze względu na ukończenie budowanej dla niego kaplicy.

W XIII wieku św. Antoni był niezwykle popularnym mnichem ludu, którego kochały tłumy. Jego postać jest jedną z najsympatyczniejszych. Emanuje czarem świętości (lud wierzył w jego wstawiennictwo i pomoc). Odczytywano, że za jego przyczyną dzieją się cuda. O tym świadczy zarówno kult, jak i legenda.
Do pism świętego Antoniego należą:
- Expositio in psalmos,
- Sermones dominicales,
- Sermones de Sanctis.
Zachował się też list św. Franciszka z Asyżu do św. Antoniego, w którym poleca, by uczył braci teologii i modlitwy.  

[1] ks. Euzebiusz Stateczny, Żywot św. Antoniego z Padwy, Bytom 1909, s. 1314. 

[2] Tamże, s. 14.
[3] Tamże, s. 15.
[4] Tamże, s. 17.
[5] Tamże, s. 40.
[6] Tamże, s. 5657.
[7] Tamże, s. 59.
[8] Tamże.
[9] Tamże, s. 60.
[10] Tamże, s. 83.
[11] Tamże, 96.
[12] Tamże.
[13] Tamże, s. 100.
[14] Tamże, 122.
[15] Tamże, s. 127.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz